RSS
niedziela, 18 marca 2012

List napisany, nigdy nie wysłany,
W sejfie na dnie serca głęboko schowany.
Głowa pulsuje w rytmie miłości zgubionej,
Po latach w sennym objawieniu znalezionej.
Taniec miłości przeoczonej, to skrót
Balu rozpoczynającego życie na odwrót.

Czemu wciąż mnie dręczysz i mi nie mówisz,
Gdzie się znajduje pełni szczęścia Jowisz.
I czemu, gdy zamykam oczy swoje,
Moje serce toczy dziwne boje.

Szok termicznej poezji mój umysł ogarnął,
Ukrywam w niej swoją naturę niezdarną.
W wierszach żyje świat niedopowiedzianych wibracji,
Językiem mówionym rządzi świat irytującej beznarracji.
Myślenie to potwór zadomowiony w mojej głowie,
Która wciąż zawraca śmiałe myśli w drogi połowie.

Czemu we śnie moim odbicie uczuć uprawiasz,
A nie możesz się przejrzeć w moich zamiarach.
I czemu, gdy zamykam oczy swoje
Moje serce toczy dziwne boje.

Obudzić się i zakochać w życiu na nowo,
Użyć pilota, by zmienić tę noc styczniową,
Zapisać w pełni wyjątkowy marcowy dzień,
Poczuć w sercu czarnowłosego anioła cień.
Lecz ja wciąż śpię, zatrzymałem grę o szczęście,
I ślepo czekam na mgły mechaniczne odejście.

Czemu mnie dręczysz każąc rozwiązać rebus,
Pomóż mi znaleźć pełni szczęścia Wenus.
I czemu, gdy zamykam oczy swoje,
Moje serce toczy dziwne boje.

niedziela, 26 lutego 2012

Ukryłaś się na krawędzi mojego snu,
A ja wciąż uwięziony w oparach tamtego dnia,
Gdy na drodze do marzeń tysięcy myśli warkocze plotłem,
Zbłądziłem i trafiłem do ruiny straconej szansy.
Chwytam mgłę za rękę, na walczyka przyszedł czas,
Z braku wspomnień cieniem urojeń przysłonięta Twoja twarz.

Nie widzę życia kolei w białym jak śnieg pomiętym prześcieradle zmysłów,
Nie słyszę metalowej ballady wskrzeszającej szczerość myśli,
Ale za to czuję, jak w moich ustach rozpływa się gałka obojętności lodu.

Minęło dziesięć lat, gdy los połączył nas na krótką chwilę,
Poemat miłości tworzy się w piwnicy serca głęboko ukryty,
We śnie dopisujesz kolejny wers o potędze wiary w sens marzeń,
A ja chcąc wyrazić żal więźnia jastrzębia nieśmiałości,
Tańczę w ciemności... W deszczowej szarości...
Tonąc we łzach obojętności...

Nie widzę życia kolei w białym jak śnieg pomiętym prześcieradle zmysłów,
Nie słyszę metalowej ballady wskrzeszającej szczerość myśli,
Ale za to czuję, jak w moich ustach rozpływa się gałka obojętności lodu.

W piekarniku osamotnienia piecze się sernik nadziei wskrzeszenia,
Lecz wyrasta zakalec z braku choć jednego w życiu spontanicznego kroku.
Chciałbym Ci powiedzieć, że kocham Cię w morzu spotkań naszych snów,
Lecz nie mając nadziei na zniwelowanie strat,
Wyruszam w samotny rejs morzem żalu zmarnowanych lat.

Nie widzę życia kolei w białym jak śnieg pomiętym prześcieradle zmysłów,
Nie słyszę metalowej ballady wskrzeszającej szczerość myśli,
Ale za to czuję, jak w moich ustach rozpływa się gałka obojętności lodu.

piątek, 06 stycznia 2012

Kramik się zamyka,
Zegar mocniej tyka,
Wiara mgłą spowita,
Nadzieja chorowita,
W poezji siebie odkrywa,
Wersy złudzeń spożywa,
Budzik oczy usypia,
Słońce umysł oślepia,
Kolejny rok życia przemija,
Znowu nic się nie zmienia.
Świat urojonych wspomnień,
Koziorożca w micie pragnień,
Chłodny w swej naturze,
Serce romantyka w murze.

niedziela, 18 grudnia 2011

Ją pierwszą widzę, gdy powieki przecieram,
Ciszę głuchego poranku w pocałunek zamieniam.
Każdego dnia piękniejszą się staje,
Zatroskane oczy i oblicze jej blade.
Pokrzywą zaprawione śniadanie myśli,
W głowie rośnie obojętności świetlik.
Obiad urojonej tęsknoty wyśmienity,
Obraz nie-wspomnień w błękicie ukryty.
Kolacja lawendą serca obudzenia zepsuta,
Zamiast z kury rosół ugotowany z koguta.
Przyzwyczajenie do takiego obrotu życia,
Grubymi czarnymi nićmi codzienności szycia.
Samotność żoną moją, wierną towarzyszką,
Miłością jedyną, zjawiskową modliszką.
Mogłem zdradzić ją z czarnowłosą gorącą,
Tajemnicę miłości ze snu przynoszącą.
Lecz zdrada nie leży w mojej naturze,
Skazany na samotność tańczącą na rurze.

czwartek, 08 grudnia 2011

Świat budzi się do życia
Dając sygnał do rozpoczęcia szycia
Nićmi możliwie największej grubości
Nadziei z deszczem rozmawiających liści.
Wiatr jesienny z igłą taniec odbywa,
słoneczną łatę na dziurę naszywa.
Rozjaśniona szarość śmiejącymi się kolorami,
Pod stopką samotność kryje się przed złudzeniami.

piątek, 02 grudnia 2011

Słońce zamęcza mnie przez lata skrywanymi mocnymi promieniami,
Chcę zgasić jego moc nieprzeżytej miłości strumieniami.
Ostatni taniec słońca z księżycem na falach błękitnego morza,
Ciemność to ocalenie, błogim spokojem przesiąknięta ma dusza.

Mój krzyk, paranormalny strach, twarzy zwiotczenie,
Wszyscy ludzie kopnięci prądem braku sercem patrzenia,
Ostrość ich widzenia osłabiają gęstej mgły spowicia.
Trawa ciągle kwitnie barwami nadziei pilota użycia,
Niebo błękitem pachnące wciąż niesie pieśń wiary w zwycięstwo,
Morze czystością śnieżnobiałych pereł wytwarza sztuczne lekarstwo,
Słońce do krainy snów się przeniosło, mnożą się urojone wspomnienia,
Dla skutego kajdanami nieśmiałości niewolnika nie ma już rozgrzeszenia.

Czarnowłosa obiektem mych westchnień się stała, nasze dusze grały w pokera.
Rytm serca przywróciła, talent odnaleźć pozwoliła, tygrysa we mnie obudziła,
Filiżanką gorzkiego pragnienia dzikich żądz mój umysł rozgrzała.
Czarnowłosa wijąca się kotka na drzewie rozkoszy się ze mną bawiła.
Miłość zwyciężyła czy lawa piekielnego snu mą radość życia roztopiła?

Mieć przyjaciela jednego jest rzeczą bezcenną
Przez wielu niedocenianą, do szamba wrzucaną.
Przyjaciel to skarb odnajdowany przez niewielu,
Zgubiony na dróg zazdrości i języka giętkości rozstaju.

Chcę przywrócić fabryczne ustawienia w komórce rozumem sterującej,
Próbuję zresetować komputer, który dążąc do miłości wyznania
Odmówił współpracy uniemożliwiając wersami szytego listu zapisanie.
Słaby sygnał, numer nie odpowiada do duszy uczucie skrywającej.

Stoję w natłoku myśli kręcąc się ze wsteczną rotacją,
Uśmiecham się żal zaniku wiary skrywając pod maską
Niedostrzegalny gołym okiem dla ścigających się z czasem.
Trawa śniegiem przykryta, język błyszczący samotności atłasem,
Niebo smogiem spowite ogłaszające rozwód z marzeniami,
Morze obudzone bladym świtem braku spełnienia falami.
Blask słońca przed światem schowany uczuć snującymi się cieniami
Odwagę mi odbiera stojąc na straży miłości wyrażonej wersami.

Czarnowłosa spojrzeniem krwistym w piekło beznamiętnego seksu mnie zabrała,
Burdel do mej głowy wprowadziła, dźwiękami skrzypiec niewolnika ze mnie uczyniła.
Ratunku już nie ma, kipiącego perwersją walczyka tak długo ze mną tańczyła.
Czarnowłosa w przepaść samookaleczenia i cielesnej agonii nas wrzuciła,
Jawa czy to senna zjawa-kusicielka za niedanie szansy miłości mnie karze?

Mieć przyjaciela jednego jest rzeczą bezcenną
Przez wielu niedocenianą, do szamba wrzucaną.
Przyjaciel to skarb odnajdowany przez niewielu,
Zgubiony na dróg zazdrości i języka giętkości rozstaju.

Czarnowłosa, proszę Cię, wyrwij ciało me ze szpon sępa w skórze wróblowej,
Daj ukojenie śpiącej duszy mej w pajęczą sieć złudnych uciech złowionej.
Czarnowłosa pomóż mi z nadzieją w windzie biurowca na dwunastym piętrze
W szachy wygrać, daj mi odwagę i moc do dziesięciu kilometrów pokonania
Po dziesięciu długich latach po tych samych alejkach spacerowania.

Mieć przyjaciela jednego jest rzeczą bezcenną
Przez wielu niedocenianą, do szamba wrzucaną.
Przyjaciel na prostej drodze zgubić ci się nigdy nie pozwoli
W kieszeni serca tajemnicę miłości skrywającej dziurę wypali.

czwartek, 17 listopada 2011

Z peronu dialogu z oczami wsiada do pociągu rozkoszy,
W przedziale namiętności wargami delikatne kręgi na szyi zatacza.
Słodkie usta całuje, rozbiera cię powoli podróżując w wagonie snu.
Sunąc w oka mgnieniu napęd zwierzęcego brania językiem wzmacnia,
Na stacji nie przestaje pieścić księżycowych półkul, wnet...
Pociąg rusza... jak błyskawica przemierza mapę Twego ciała,
Przez góry, przez pola, po torze przez las... wagon bucha ekstazą,
Tunel przemierza... Ona jęczy i wzdycha. Stop! Hamulec przerywa ostre igraszki...
Stacja... głęboki oddech... chwila wytchnienia... lawina uniesienia...
Przesiadka... piękna maszynistka steruje instrumentem rosnącej mocy
Tempo wzmacniając z wolna dozwoloną prędkość przekraczając.
Most... Maszyna do czerwoności rozgrzana w ruch wprawiona
Wypełnia szyny przyspieszając w rytm muzyki turkocących kół.
Sapie i dyszy... maszynistka w błogiej nieświadomości...
Maszyna gna, pędzi i dudni, żar jej brzuch rozsadza,
Już ledwo zipie, litości nie ma ster trzymająca kobieta,
Stop! Ostry hamulec szyny rozpręża... stacja końcowa, maszyna powoli gaśnie...

poniedziałek, 14 listopada 2011

Snuję się w labiryncie kołatania sprzecznych myśli
Śmiechem ruiny życia płacz nadziei zabijając.
Zakręt za zakrętem przemierzam wdrapując się na górę urojenia
Wodą rozniecając pragnienie miłości nieśmiałości ogniem gaszonej.
Życie na opak, serce przebrzmiałe muzyką z opóźnieniem degustowaną,
Krople deszczu próbują wedrzeć się przez okno, a wiatr wciąż milczy.
Zgubiłem się na skrzyżowaniu spojrzeń bez skojarzeń,
Odnaleźć chcę wiarę w sens walki o spełnienie marzeń.

środa, 09 listopada 2011

Co robisz głupcze? Rozkładasz wszystko na czynniki pierwsze
Zamiast puścić z dymem pytania i nad życiem przejąć pieczę.
Siedzisz i trujesz, nieudolnie filozofujesz,
W głowie twej kurz uwsteczniających myśli się kotłuje.
Wodospad miłości spada do oceanu urojonych wspomnień,
Czemu mierna istoto nie walczysz o urealnienie marzeń?
A może ty jesteś stworzony do w poezję wyśnionej miłości ubierania
Sam niezdolny będąc nie zadając pytań do na miłość serca skazania?

sobota, 05 listopada 2011

Wykształciłem się na ekonomistę,
Serce humanisty me mgłą spowite,
W szarości dnia codziennego ma dusza się pluska,
Odnaleziony w zagubieniu myśli nie czuję bluesa.
Idę tymi samymi ulicami mego miasta,
Lecz nie uśmiecham się już do tych samych ludzi.
Słabnący dźwięk skowronka w mej duszy pobrzmiewa,
Nie cieszą mnie już małe rzeczy tego świata
Będące kluczem do komnaty szczęścia...

Nie mogę ułożyć puzzli z myśli kołaczących jak strudzony wędrownik,
Nie czuję brzmienia perkusji Twego serca...
Serce swe położyłem na piwnicznej półce obok słoików z konfiturami.
Nie słyszę odbierającej mi zmysły muzyki Twoich ust,
Uszy swe zapchałem wstecznym napędem przez wiatr wstrzymywanym,
Nie widzę ciepła Twoich oczu topiących śnieg w spojrzeniu mym,
Powieki me z wolna otwiera wspomnienie straconych lat.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7